Priests w Krakowie (relacja)

Krótko, zwięźle i na temat. Goście z Waszyngtonu nie zawiedli oczekiwań fanów. Na otwarcie Something Must Break, zabrzmiała porcja surowej, motorycznej i zaangażowanej muzyki. W punkowym duchu, ale o szerokim zakresie inspiracji.

Priests, 200 procent koncertowej normy/fot. Gabriel Kutz


Nie spóźnili się. Nie kazali na siebie czekać. Nie grali na czas. Punktualnie o godz. 19.00, ze sceny Małopolskiego Ogrodu Sztuki popłynęły wielce charakterystyczne dźwięki. Intro, które zwiastowało prawdziwe post-punkowe trzęsienie ziemi. Jego wstrząsy wtórne od pewnego czasu odnotowują amerykańskie media, pisząc o Priests w kategoriach scenicznego fenomenu, głosu “anty-Trumpowskiego” pokolenia, post-punkowym objawieniu. W Polsce raczej trudno mówić o podobnej sile rażenia. Mimo tego, koncert inaugurujący cykl Something Must Break przyniósł dawkę rockowej energii o najwyższych zasięgach mocy. Pod względem brzmienia, motoryki, ale chyba przede wszystkim zaangażowania muzyków w przekaz wykonywanych utworów.

fot. Gabriel Kutz

Krakowski koncert trwał niecałe 50 minut i bazował w całości na materiale z debiutanckiej płyty zespołu - “Nothing Feels Natural”.  Priests zagrali piosenki w wersjach bardziej surowych niż na albumie, ale zachowali skomplikowane podziały rytmiczne, nagłe zmiany tempa czy bogatą melodykę. Wszystko, co sprawia, że unikają zaszufladkowania. Nad gitarowo- perkusyjną mgławicą górował zarazem mocny, przeszywający głos blondwłosej Katie Alice Greer. Swoje 5 minut miała i perkusistka Daniele Daniele. Jej, kluczowa dla debiutanckiego krążka, filozoficzna recytacja “No Big Bang” okazała się ważnym elementem dramaturgii występu na żywo. Przykładem tego, jak złożone, nieprzewidywalne i dalekie od politykierskich agitek jest przesłanie zespołu.

fot. Gabriel Kutz

Małą niespodzianką dla polskich fanów mógł być skład kwartetu. Obok Greer, Daniele oraz gitarzysty GL Jaguara (który posiada polskie korzenie!) na scenie pojawił się “niekojarzony ze zdjęć” basista. “Niekojarzony”, lecz miłośnikom amerykańskiej alternatywy doskonale znany. Na europejską trasę Priests zaprosili bowiem Carsona Coxa, lidera cenionej formacji Merchandise (nagrywającej dla 4AD).

Unikatowa sekcja rytmiczna - Daniele Daniele oraz... Carson Cox!/fot. Gabriel Kutz

Zespół przyleciał do Polski na zaproszenie kuratora projektu SMB - Artura Rojka. Nie była to jednak pierwsza wizyta muzyków w Krakowie. 2 lata temu Priests zagrali dla publiczności Pięknego Psa. Pojawiając się ponownie w królewskim mieście, nie zapomnieli o zawiązanych wówczas przyjaźniach. Tuż po koncercie, można ich było spotkać w jednym z krakowskich klubów. I swobodnie porozmawiać nie tylko o muzyce.

Zespół w swoim zaimprowizowanym sklepiku/fot. Ł. Badula

O otwartości muzyków, fani przekonali się zresztą jeszcze w Małopolskim Ogrodzie Sztuki. Priests samodzielnie przygotowali prowizoryczny sklepik dla fanów. Już po koncercie, prowadzili tam sprzedaż, podpisywali autografy i rozmawiali z publicznością. Wielką frajdę sprawiły im: własnoręcznie zrobiony przez fana T-shirt oraz płyta podarowana przez lidera zespołu Bordo. Na pamiątkę zabrali też plakat swojego krakowskiego koncertu. Sądząc z ciepłego przyjęcia fanów, na pewno tu jeszcze wrócą!